Siedzę przed monitorem. Jest 21:45, a błękitne światło ekranu powoli wypala mi resztki entuzjazmu. Próbuję „domknąć” arkusz w Excelu, który od godziny patrzy na mnie z taką samą obojętnością, z jaką ja patrzę na sałatkę z jarmużu. Wtedy pojawia się On. Czarny kształt, bezszelestny jak cień, materializuje się nagle dokładnie na środku mojej klawiatury. Zasłania komórki od C12 do F48. Patrzy mi prosto w oczy z wyrazem głębokiego politowania, po czym wydaje z siebie krótkie, kontrolne „miau”, które w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Człowieku, ty naprawdę myślisz, że te cyferki są ważniejsze od drapania mnie za uchem?”. W tym momencie następuje zderzenie dwóch światów. Mojego, pełnego deadline’ów, powiadomień i wiecznego „muszę”, oraz Jego, w którym jedynym terminem goniącym egzystencję jest pora kolacji (i to też tylko wtedy, gdy miska lśni pustką). Lekcja pierwsza: Asertywność na poziomie „Expert” My, ludzie, mamy problem z mówieniem „nie”. Zapisujemy się na dodatkowe...
Blog stworzony z myślą o naszych kocich przyjaciołach 😻 Nasz blog często prezentuje inspirujące historie o kotach i ich właścicielach. Te historie mogą być źródłem pocieszenia, inspiracji i radości dla naszych czytelników.