Przejdź do głównej zawartości

Posty

Najnowszy wpis ⬇⬇⬇

Przedwiośnie 🌿

Najnowsze posty

Walentynki z kotem – miłość bez warunków, ale z zasadami 🥰❤️

 Walentynki z kotem to doświadczenie dla osób, które już wiedzą, że miłość nie zawsze wygląda jak na filmach. Nie ma tu róż i świec, nie ma wielkich deklaracji ani wiecznego razem. Jest za to coś znacznie prawdziwszego. Miłość bez warunków, ale z zasadami. Bardzo konkretnymi.  Kot nie obchodzi Walentynek w sposób, który dałoby się zaplanować. On nie czeka na datę w kalendarzu. Jeśli uzna, że dziś jest dzień na bliskość, to będzie nią obdarzał bez opamiętania. Jeśli nie, to nawet serduszka na poduszkach mu nie pomogą. Kocia miłość przychodzi wtedy, kiedy sama uzna, że to właściwy moment. I właśnie dlatego ma taką wartość.  Człowiek w Walentynki często liczy. Kwiaty, gesty, słowa, czas. Kot nie liczy niczego. Albo przychodzi i kładzie się obok, albo nie przychodzi wcale. Nie ma wersji pośredniej. Gdy już jednak zdecyduje się na bliskość, robi to z pełnym zaangażowaniem. Mruczenie ma wtedy odpowiednią częstotliwość, ciepło jest prawdziwe, a obecność intensywna. Do momentu, w...

Tłusty Czwartek oczami kota

 Tłusty Czwartek oczami kota zaczyna się długo przed pierwszym pączkiem. Zanim jeszcze olej zdąży się rozgrzać, a cukier puder znaleźć swoje przeznaczenie, kot już wie, że dzieje się coś podejrzanego. W powietrzu unosi się zapach, który nie pasuje do zwykłego dnia. Zbyt intensywny. Zbyt słodki. Zbyt obiecujący. A skoro obiecujący, to z całą pewnością należny również jemu.  Kot obserwuje kuchnię z uwagą, jakiej nie poświęca nawet ptakom za oknem. Każdy ruch człowieka jest analizowany. Każde otwarcie szafki budzi nadzieję. Każde sięgnięcie po talerz wygląda jak zapowiedź sprawiedliwości dziejowej. Niestety, szybko okazuje się, że ta sprawiedliwość dotyczy wyłącznie ludzi.  Człowiek w Tłusty Czwartek mówi, że to tradycja. Kot słyszy tylko wymówkę. Widzi talerze pełne pączków, słyszy westchnienia zachwytu i komentarze o tym, że dziś można. I nie rozumie jednego. Skoro dziś można, to dlaczego on nie może.  Ludzka radość z jedzenia pączków jest dla kota zjawiskiem niezrozu...

Luty widziany z parapetu

 Luty widziany z parapetu to zupełnie inna opowieść niż luty przeżywany w biegu. Z tej wysokości świat wygląda wolniej, ciszej i jakby bardziej szczerze. Kot siedzi, czasem leży, czasem tylko opiera brodę o szybę, i patrzy. Nie spieszy się z oceną. Ma czas. A parapet jest najlepszym miejscem, żeby ten miesiąc zrozumieć.  Za oknem wszystko jest jeszcze w zawieszeniu. Drzewa stoją nagie, jakby zapomniały, po co im liście. Trawa jest nijaka, ani zimowa, ani wiosenna. Ludzie chodzą szybciej niż zwykle, z rękami w kieszeniach i twarzami, które mówią nie pytaj. Kot obserwuje to wszystko z bezpiecznej odległości, z ciepła, z miękkiego miejsca, które nie wymaga żadnych decyzji.  Luty z parapetu nie jest dramatyczny. Jest raczej zmęczony. Światło wpada do pokoju pod dziwnym kątem, słońce pojawia się na chwilę i zaraz znika, jakby samo nie było pewne, czy wypada już zostać na dłużej. Kot to zauważa. Przestawia się o kilka centymetrów, podąża za plamą światła, jakby chciał złapać za...

Czy kot czuje nadchodzącą wiosnę wcześniej niż prognoza pogody?

 Jest taki moment w roku, kiedy prognoza pogody mówi jedno, kalendarz mówi drugie, a kot mówi trzecie. I to właśnie kot najczęściej ma rację. Bo choć za oknem nadal luty, a poranki potrafią być lodowate, w kocim zachowaniu zaczyna dziać się coś podejrzanego. Jakby ktoś delikatnie przestawił wewnętrzny przełącznik z trybu przeczekania na tryb coś się szykuje.  Człowiek sprawdza temperaturę, wilgotność, ciśnienie i nadal nie wie, czy to już, czy jeszcze nie. Kot tymczasem przeciąga się inaczej. Dłużej. Z większym rozmachem. Jakby ciało przypominało sobie, że wkrótce znów będzie miało sens wstawać nie tylko po jedzenie. I nagle kot, który jeszcze tydzień temu wyglądał jak zwinięty kłębek zimowej rezygnacji, zaczyna spacerować po mieszkaniu z miną kogoś, kto coś przeczuwa.  Pojawia się więcej siedzenia przy oknie. Ale to już nie jest to samo lutowe wpatrywanie się w nicość. Teraz w tym spojrzeniu jest napięcie. Uwaga. Oczekiwanie. Kot obserwuje ptaki z wyraźniejszym zainteres...

Kocia melancholia – czy kot też ma lutowy spadek nastroju

 Luty ma w sobie coś podejrzanego. Niby już bliżej do wiosny, niby dzień odrobinę dłuższy, a jednak człowiek wstaje rano z poczuciem, że wszystko trwa za długo. Herbata stygnie szybciej niż zwykle, światło za oknem jest jakieś wyblakłe, a motywacja schowała się tam, gdzie giną skarpetki z prania. I wtedy patrzysz na kota. A on patrzy przez okno. Długo. W milczeniu. Jakby dokładnie rozumiał, o co chodzi z tym lutym.  Bo jeśli ktoś ma prawo do melancholii, to właśnie kot. On nie udaje, że jest lepiej, niż jest. Nie wmawia sobie, że to jeszcze zima, ale już prawie wiosna. Kot wie. Kot czuje. Kot siedzi na parapecie i obserwuje świat z miną filozofa, który doszedł do wniosku, że nic dziś nie ma sensu, ale miska nadal powinna być pełna.  Ludzka lutowa chandra objawia się listą objawów. Zmęczenie bez powodu. Drażliwość bez adresata. Ochota na coś słodkiego, potem słonego, potem znów słodkiego. Kocia wersja jest prostsza i uczciwsza. Nic mi się nie chce. Nie pytaj dlaczego. Po p...

Czarny kot – ten, którego nie wolno było lubić (ale wszyscy i tak lubili)

 Przez ostatnie sto lat czarny kot był w Polsce kimś w rodzaju narodowego kozła ofiarnego na cztery łapy. Jak ktoś rozbił talerz, zgubił klucze albo facet nie zadzwonił – winny był automatycznie ten czarny, co akurat przechodził ulicę. Nieważne, że szedł w drugą stronę i w ogóle miał gdzieś twoje życie miłosne.  Najśmieszniejsze, że ta cała anty-czarnokocia propaganda była tak skuteczna, że ludzie zaczęli bać się kota… który po prostu jest czarny. Nie agresywny. Nie zaczarowany. Po prostu melanina poszalała mu w sierści i tyle. A mimo to babcie na ławkach robiły trzy razy „tfu tfu tfu” przez lewe ramię, a dzieciaki rzucały petardami, żeby „odpędzić pecha”. No proszę państwa – mamy kota, który teoretycznie przynosi nieszczęście, a w praktyce sam jest największą ofiarą statystyczną pecha w całym kraju. I wiesz co jest najpiękniejsze w tej historii? Że mimo wszystko czarny kot wygrał.  Nie przez urok osobisty (choć ma go w cholerę), nie przez PR, nie przez kampanię „Adoptuj ...