Tłusty Czwartek oczami kota zaczyna się długo przed pierwszym pączkiem. Zanim jeszcze olej zdąży się rozgrzać, a cukier puder znaleźć swoje przeznaczenie, kot już wie, że dzieje się coś podejrzanego. W powietrzu unosi się zapach, który nie pasuje do zwykłego dnia. Zbyt intensywny. Zbyt słodki. Zbyt obiecujący. A skoro obiecujący, to z całą pewnością należny również jemu.
Kot obserwuje kuchnię z uwagą, jakiej nie poświęca nawet ptakom za oknem. Każdy ruch człowieka jest analizowany. Każde otwarcie szafki budzi nadzieję. Każde sięgnięcie po talerz wygląda jak zapowiedź sprawiedliwości dziejowej. Niestety, szybko okazuje się, że ta sprawiedliwość dotyczy wyłącznie ludzi.
Człowiek w Tłusty Czwartek mówi, że to tradycja. Kot słyszy tylko wymówkę. Widzi talerze pełne pączków, słyszy westchnienia zachwytu i komentarze o tym, że dziś można. I nie rozumie jednego. Skoro dziś można, to dlaczego on nie może.
Ludzka radość z jedzenia pączków jest dla kota zjawiskiem niezrozumiałym, a nawet nieco obraźliwym. Człowiek zjada jednego, po czym mówi, że więcej nie powinien. Zjada drugiego, bo szkoda wyrzucić. Zjada trzeciego, bo i tak już po diecie. Kot patrzy na to z rosnącym zdziwieniem. W jego świecie jedzenie nie podlega filozofii ani wyrzutom sumienia. Albo jest, albo go nie ma. A jeśli jest, to powinno trafić do miski.
Kot próbuje różnych strategii. Najpierw subtelność. Siedzenie blisko. Intensywne patrzenie. Delikatne ocieranie się o nogę. Gdy to nie działa, wchodzi faza dramatyczna. Położenie się na środku kuchni. Wzdychanie. Spojrzenie pełne rozczarowania, które jasno komunikuje, że został złamany jakiś niepisany kontrakt międzygatunkowy.
Człowiek tłumaczy, że pączki są niezdrowe. Kot nie jest przekonany. Widzi tylko, że człowiek je coś, co pachnie lepiej niż cokolwiek innego, i wygląda na chwilowo szczęśliwego. A skoro daje szczęście, to czemu nie dać go kotu.
Kulminacją dnia jest moment, w którym człowiek kończy jeść, ociera usta i mówi, że ma dość. Kot wie, że to kłamstwo. Ale jeszcze bardziej wie, że teraz jego kolej na kolację. I choć pączka nie dostał, chętnie przyjmie rekompensatę w postaci pełnej miski i dodatkowego smaczka. W końcu krzywda musi zostać jakoś naprawiona.
Tłusty Czwartek z perspektywy kota to dzień pełen emocji. Nadziei. Rozczarowań. Niesprawiedliwości. Ale też pewnej refleksji. Skoro ludzie potrzebują specjalnego dnia, żeby pozwolić sobie na jedzenie bez wyrzutów sumienia, to może to oni powinni się czegoś od kota nauczyć. Jeść wtedy, kiedy trzeba. Cieszyć się bez tłumaczeń. I nie udawać, że pączek to coś więcej niż po prostu jedzenie.
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz