Przejdź do głównej zawartości

Kocia melancholia – czy kot też ma lutowy spadek nastroju

 Luty ma w sobie coś podejrzanego. Niby już bliżej do wiosny, niby dzień odrobinę dłuższy, a jednak człowiek wstaje rano z poczuciem, że wszystko trwa za długo. Herbata stygnie szybciej niż zwykle, światło za oknem jest jakieś wyblakłe, a motywacja schowała się tam, gdzie giną skarpetki z prania. I wtedy patrzysz na kota. A on patrzy przez okno. Długo. W milczeniu. Jakby dokładnie rozumiał, o co chodzi z tym lutym.


 Bo jeśli ktoś ma prawo do melancholii, to właśnie kot. On nie udaje, że jest lepiej, niż jest. Nie wmawia sobie, że to jeszcze zima, ale już prawie wiosna. Kot wie. Kot czuje. Kot siedzi na parapecie i obserwuje świat z miną filozofa, który doszedł do wniosku, że nic dziś nie ma sensu, ale miska nadal powinna być pełna.


 Ludzka lutowa chandra objawia się listą objawów. Zmęczenie bez powodu. Drażliwość bez adresata. Ochota na coś słodkiego, potem słonego, potem znów słodkiego. Kocia wersja jest prostsza i uczciwsza. Nic mi się nie chce. Nie pytaj dlaczego. Po prostu nie. Ale jedzenie nadal mnie interesuje. I to bardzo.


 Człowiek w lutym mówi, że nie ma energii. Kot w lutym po prostu kładzie się w miejscu, które wygląda najmniej logicznie, i tam zostaje. Przeniesiony na kanapę wraca po chwili dokładnie tam, gdzie leżał wcześniej. Jakby chciał powiedzieć, że to nie jest przypadek, tylko decyzja życiowa.



 Jest w tym coś wzruszającego. Kot nie udaje, że ma ambitne plany na ten miesiąc. Nie zapisuje się na siłownię, nie planuje nowych projektów, nie obiecuje sobie, że od poniedziałku będzie lepiej. On uznaje luty za czas przeczekania. Za miesiąc patrzenia w okno, drzemek w ciągu dnia i jedzenia wtedy, kiedy akurat się przypomni, że jedzenie istnieje.


 A patrzenie w okno to osobny rytuał. Kot siedzi, ogon zwisa bez entuzjazmu, wzrok wbity gdzieś w szare niebo albo w gałąź, na której nie dzieje się absolutnie nic. To nie jest zwykłe patrzenie. To kontemplacja lutego w czystej postaci. Bez filtrów, bez złudzeń, bez potrzeby komentowania.


 Może więc kot też ma lutowy spadek nastroju. A może po prostu reaguje na świat dokładnie tak, jak powinien. Bez presji, bez udawania, że wszystko jest w porządku. Z akceptacją faktu, że ten miesiąc jest do przetrwania, nie do podbijania.


 I może dlatego tak dobrze nam się z nim wtedy żyje. Bo kiedy człowiek ma gorszy dzień i widzi kota, który też ma dzień w stylu nic mi się nie chce, ale i tak chcę jeść, nagle robi się lżej. To nie lenistwo. To solidarność. Ludzko kocia, lutowa, cicha. Idealna do siedzenia razem i patrzenia w okno, bez słów, bez planów, z nadzieją, że wiosna jednak przyjdzie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...