Przejdź do głównej zawartości

Walentynki z kotem – miłość bez warunków, ale z zasadami 🥰❤️

 Walentynki z kotem to doświadczenie dla osób, które już wiedzą, że miłość nie zawsze wygląda jak na filmach. Nie ma tu róż i świec, nie ma wielkich deklaracji ani wiecznego razem. Jest za to coś znacznie prawdziwszego. Miłość bez warunków, ale z zasadami. Bardzo konkretnymi.


 Kot nie obchodzi Walentynek w sposób, który dałoby się zaplanować. On nie czeka na datę w kalendarzu. Jeśli uzna, że dziś jest dzień na bliskość, to będzie nią obdarzał bez opamiętania. Jeśli nie, to nawet serduszka na poduszkach mu nie pomogą. Kocia miłość przychodzi wtedy, kiedy sama uzna, że to właściwy moment. I właśnie dlatego ma taką wartość.


 Człowiek w Walentynki często liczy. Kwiaty, gesty, słowa, czas. Kot nie liczy niczego. Albo przychodzi i kładzie się obok, albo nie przychodzi wcale. Nie ma wersji pośredniej. Gdy już jednak zdecyduje się na bliskość, robi to z pełnym zaangażowaniem. Mruczenie ma wtedy odpowiednią częstotliwość, ciepło jest prawdziwe, a obecność intensywna. Do momentu, w którym przestanie mu pasować.


 Bo kocia miłość trwa dokładnie tyle, ile ma trwać. Nie dłużej. Nie krócej. Można się nią cieszyć, ale nie wolno jej zatrzymywać na siłę. Próba przedłużenia przytulania kończy się bardzo konkretnym komunikatem. Delikatne ostrzeżenie w postaci poruszonego ogona. Potem napięcie w ciele. A jeśli sygnały zostaną zignorowane, finał bywa szybki i pouczający.


 Największą zasadą kociej miłości jest dotyk. A raczej jego jakość. Można głaskać, ale tylko tam, gdzie trzeba. Można głaskać, ale tylko tak długo, jak wolno. Jedno nieprecyzyjne muśnięcie, jedno zbyt długie zatrzymanie dłoni i romantyczna atmosfera znika bez pożegnania. Kot nie ma w zwyczaju udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest.


 I mimo tych wszystkich zasad, a może właśnie dzięki nim, miłość kota jest wyjątkowo ciepła. Bo nie wynika z obowiązku ani z kalendarza. Jest wyborem. Każdorazowym. Świadomym. Kot nie kocha, bo wypada. Kocha, bo chce. A kiedy chce, robi to całym sobą.


 Walentynki z kotem uczą jednej ważnej rzeczy. Że miłość nie musi być głośna, zaplanowana i potwierdzona prezentem. Może być cicha, chwilowa i prawdziwa. Może przyjść niespodziewanie, trwać krótko i zostawić po sobie ciepło, które wystarczy na długo. I nawet jeśli skończy się nagle, wystarczy pamiętać, że to nie był koniec. To była tylko przerwa. Na zasadach kota.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...