Przejdź do głównej zawartości

Kot latem, czyli królestwo słońca, cienia i świętego spokoju

 Lato ma w sobie coś z kociego charakteru. Niby jest ciepłe, leniwe i rozciągnięte jak czarny ogon na parapecie, a jednak potrafi pokazać pazur. Szczególnie wtedy, gdy człowiek postanawia, że oto zaczyna się sezon wielkich zmian. Wyjazdy, walizki, otwarte okna, balkonowe porządki, grille, remonty, goście, wentylatory, nowe zapachy, nowe dźwięki i to nieszczęsne przekonanie, że skoro jest lato, to wszyscy powinni być bardziej spontaniczni. Człowiek może i powinien. Kot niekoniecznie. Kot latem nie potrzebuje rewolucji. Kot potrzebuje, żeby świat nadal działał według ustalonego porządku, tylko najlepiej trochę wolniej, trochę ciszej i z dostępem do chłodnej podłogi w łazience.


 Z perspektywy kota lato wygląda zupełnie inaczej niż z naszej. My widzimy wakacje, długie wieczory, zapach truskawek, szum drzew, wyjazd nad wodę i obietnicę odpoczynku. Kot widzi uchylone okno, którego nie wolno mu dotknąć. Widzi balkon, który nagle staje się najważniejszym punktem obserwacyjnym w całym mieszkaniu. Widzi walizkę, czyli podejrzany przedmiot, który zawsze oznacza kłopoty. Widzi człowieka, który zamiast spokojnie siedzieć na kanapie, biega po domu z kremem z filtrem, ręcznikiem plażowym i przekonaniem, że „przecież to tylko kilka dni”. Dla kota „kilka dni” to bardzo poważna jednostka czasu. Zwłaszcza jeśli w tych dniach ktoś inny nakłada karmę, ktoś inny mówi do niego dziwnym tonem, a ulubiony człowiek znika za drzwiami z tą podejrzaną walizką.


 Kot latem ma w sobie coś z dostojnego filozofa, który doskonale rozumie przemijanie, ale nie zamierza się nim przesadnie ekscytować. O poranku potrafi położyć się w promieniu słońca tak dramatycznie pięknie, jakby pozował do obrazu pod tytułem „Melancholia upalnego poranka”. Po dziesięciu minutach zmienia jednak zdanie i przenosi się w cień, bo godność godnością, ale futro ma swoje granice. W południe znika. Człowiek może wtedy chodzić po mieszkaniu i zastanawiać się, gdzie podział się kot. Odpowiedź zwykle jest prosta: tam, gdzie chłodniej, ciszej i gdzie nikt rozsądny nie próbuje akurat odkurzać. Pod łóżkiem, za zasłoną, przy kafelkach, na podłodze w przedpokoju, czasem w miejscu tak absurdalnym, że gdyby człowiek sam miał się tam położyć, uznałby to za objaw życiowego kryzysu. Kot natomiast wie. Kot ma mapę letnich stref komfortu zapisaną gdzieś głęboko w duszy.



 Jest w kocim lecie pewien rodzaj mądrości, którego nam często brakuje. My próbujemy wykorzystać każdy ciepły dzień do granic możliwości. Trzeba gdzieś pojechać, coś zobaczyć, zrobić zdjęcie, spotkać się, nadrobić, załatwić, przeżyć coś wartego opisania. Kot patrzy na to wszystko z miną istoty, która już dawno odkryła, że najważniejsze rzeczy wcale nie muszą być efektowne. Chłodna miska świeżej wody. Cień rzucany przez firankę. Bezpiecznie zabezpieczone okno, przez które można oglądać ptaki, ludzi i dramatyczne wydarzenia osiedlowe. Karton po letnich zakupach. Człowiek wracający do domu, najlepiej bez przesadnego entuzjazmu, żeby nie zakłócać popołudniowej drzemki. Lato według kota nie polega na tym, żeby być wszędzie. Polega na tym, żeby znaleźć jedno dobre miejsce i uczynić z niego tymczasowe królestwo.


 Oczywiście kot latem bywa też istotą wielkich sprzeczności. Potrafi domagać się otwarcia drzwi balkonowych z taką determinacją, jakby za nimi czekało rozwiązanie wszystkich problemów świata. Gdy drzwi zostaną otwarte, wychodzi, robi dwa kroki, wącha powietrze, mruży oczy i wraca z miną kogoś, kto właśnie stwierdził, że jednak nie o to mu chodziło. Potrafi dramatycznie obrazić się na zamknięte okno, chociaż chwilę wcześniej leżał przy nim z wyrazem twarzy sugerującym, że upał jest osobistą zniewagą. Potrafi zajmować najlepsze miejsce w cieniu, a potem z wyrzutem patrzeć na człowieka, który ośmielił się przejść obok. Latem kot nie jest po prostu zwierzęciem domowym. Latem kot zostaje inspektorem temperatury, strażnikiem przeciągu, recenzentem wentylatora i ekspertem od tego, które miejsce w mieszkaniu jest aktualnie najmniej obraźliwe.


 Jest też ta bardziej praktyczna strona kociego lata, o której warto mówić bez straszenia, ale z rozsądkiem. Dla nas uchylone okno to odrobina powietrza, dla kota może być pokusą i zagrożeniem. Balkon bez zabezpieczenia nie jest romantycznym tarasem widokowym, tylko miejscem, w którym ciekawość może wygrać z ostrożnością. Upał męczy nie tylko ludzi, dlatego miska z wodą nie powinna być latem dodatkiem, ale jednym z najważniejszych punktów w domu. Warto pamiętać, że kot nie zawsze będzie sygnalizował dyskomfort tak wyraźnie, jak byśmy chcieli. Czasem po prostu schowa się głębiej, będzie mniej aktywny, wybierze chłodniejsze miejsce i popatrzy na nas z tym szczególnym spokojem, który łatwo pomylić z obojętnością. Tymczasem kot nie jest obojętny. Kot tylko nie robi z emocji konferencji prasowej.


 Wakacje z kotem również bywają tematem pełnym nieporozumień. Człowiek myśli: „Może zabierzemy go ze sobą, będzie miał atrakcję”. Kot myśli: „Dlaczego mój świat został spakowany do transportera?”. Są oczywiście koty podróżnicy, odważne, ciekawe i przyzwyczajone do zmian, ale wiele domowych kotów najbardziej ceni przewidywalność. Dla nich wakacje człowieka nie muszą oznaczać własnej przygody. Czasem największym aktem miłości jest nie fundowanie kotu emocji, które podobają się głównie nam. Dobry opiekun na czas wyjazdu, znajomy zapach, spokojne mieszkanie, zachowany rytm karmienia i ktoś, kto nie będzie próbował na siłę zaprzyjaźniać się z kotem w pierwszych pięciu minutach, mogą być lepsze niż najpiękniejszy pensjonat z widokiem na jezioro. Koty lubią widoki, owszem, ale najbardziej te, które można oglądać z własnego parapetu.


 Najzabawniejsze jest to, że latem kot często wygląda tak, jakby rozumiał coś, czego my dopiero musimy się nauczyć. Nie spieszy się. Nie planuje intensywnie odpoczynku. Nie robi listy rzeczy, które trzeba przeżyć, zanim skończy się sierpień. Nie wyrzuca sobie, że za mało korzysta z pogody. Gdy jest słońce, kładzie się w słońcu. Gdy jest za gorąco, odchodzi w cień. Gdy jest zmęczony, śpi. Gdy coś go zaciekawi, patrzy. Gdy uzna, że człowiek przesadza, odwraca głowę. To prostota, która w naszym ludzkim wykonaniu bywa niemal nieosiągalna. My musimy się nauczyć odpoczywania. Kot po prostu odpoczywa. My szukamy sposobu na spokój. Kot znajduje karton, chłodną podłogę albo plamę cienia i załatwia sprawę bez zbędnej filozofii.


 Może właśnie dlatego kot tak dobrze pasuje do lata. Nie do tego głośnego, reklamowego lata, w którym wszystko musi być intensywne, błyszczące i pełne atrakcji. Raczej do lata prawdziwego, trochę sennego, pachnącego kurzem na rozgrzanym parapecie, ziołami w doniczce, uchyloną firanką i popołudniem, które nigdzie się nie spieszy. Kot przypomina, że odpoczynek nie musi wyglądać imponująco. Może być cichy. Może odbywać się w półcieniu. Może polegać na tym, że przez kwadrans patrzymy, jak liście poruszają się za oknem, zamiast natychmiast sprawdzać, co jeszcze powinniśmy zrobić. Może polegać na obecności, na byciu tu i teraz, na zgodzie na to, że nie każdy dzień musi zostać wykorzystany do ostatniej kropli.


A kot? Kot latem jest jak mały nocny cień, który w upalne dni przypomina, że cień też bywa błogosławieństwem. W przesądach przez lata próbowano robić z niego zwiastun pecha, tymczasem wystarczy popatrzeć na niego w lipcowe popołudnie, kiedy śpi spokojnie na chłodnych kafelkach, żeby zrozumieć, że on nie przynosi pecha. On przynosi lekcję. Mówi bez słów: zwolnij, usiądź, nie musisz ciągle gdzieś pędzić. Napij się wody. Zamknij oczy. Nie tłumacz się z tego, że potrzebujesz odpoczynku. Lato nie jest konkursem na najbardziej efektowne wspomnienia. Czasem najpiękniejsze wspomnienie to właśnie to, w którym nic wielkiego się nie wydarzyło, poza tym, że kot zasnął obok, świat na chwilę ucichł, a człowiek wreszcie zrozumiał, że święty spokój też jest formą szczęścia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...

Kot i kawa 😉🐾☕

Czarny Kot działa nieprzerwanie od 2016 roku.  Od początku jego celem było jedno:  odczarować mit czarnego kota – stworzenia niesprawiedliwie owianego złą sławą. Z czasem strona stała się czymś więcej niż tylko kocim zakątkiem w sieci. To miejsce, gdzie znajdziesz: – ciekawostki o kotach (zwłaszcza tych czarnych), – porady dla opiekunów, – historie z życia wzięte i z nutką magii, – oraz sporą dawkę humoru, refleksji i miłości do futrzastych towarzyszy. Każda publikacja to efekt pasji i wielu godzin pracy.  Jeśli lubisz klimat „Czarnego Kota”, jego treści i styl – możesz postawić mi wirtualną kawę ☕ https://buycoffee.to/czarny-kot To drobny gest, ale wielkie wsparcie. Dzięki niemu powstają nowe wpisy, grafiki i pomysły, które mruczą w Waszych głowach jeszcze długo po przeczytaniu. Dziękuję. Za każdy klik, komentarz, dobre słowo – i każdą kawę. Bo z takimi ludźmi jak Ty – Czarny Kot zawsze spada na cztery łapy🐈‍⬛