Parapet w styczniu jest miejscem szczególnym. To granica między ciepłym, znajomym światem domu a chłodną, przytłumioną ciszą na zewnątrz. Kot siedzi tu długo, często bez ruchu, jakby prowadził własne obserwacje świata, który na kilka tygodni zwolnił i przygasł. Z tej perspektywy styczeń nie jest ani smutny, ani ponury. Jest po prostu spokojny, zawieszony w półśnie, jakby cały świat postanowił wziąć głęboki oddech po grudniowym chaosie.
Za szybą wszystko wygląda inaczej niż latem. Drzewa stoją nagie i nieruchome, ptaki pojawiają się tylko na chwilę, a ludzie poruszają się szybciej, jakby chcieli jak najszybciej dotrzeć do kolejnego ciepłego miejsca. Kot śledzi te ruchy z uwagą, ale bez emocji. Nie ma w nim pośpiechu ani potrzeby oceniania. Każdy przechodzień jest tylko fragmentem większego obrazu, który zmienia się powoli, niemal niezauważalnie.
Styczeń widziany z parapetu to także gra światła, krótkiego i bladego, wpadającego do mieszkania pod niskim kątem. Promienie słońca pojawiają się na chwilę i znikają, zostawiając po sobie jedynie ciepłą plamę na futrze i ciche mruczenie. Kot nie oczekuje więcej. Dla niego ta chwila wystarcza, nie musi trwać długo ani prowadzić do czegokolwiek. Jest kompletna sama w sobie.
Z tej wysokości widać również ludzkie nastroje. Człowiek częściej siada z kubkiem herbaty, rzadziej wychodzi bez potrzeby i jakby chętniej zatrzymuje się w miejscu. Kot towarzyszy mu w milczeniu, nie próbując nic naprawiać ani pocieszać. Sama obecność okazuje się wystarczająca. Parapet staje się wspólną przestrzenią ciszy, w której nie trzeba nic mówić, by czuć się mniej samotnie.
Kot nie postrzega stycznia jako miesiąca do przetrwania. Z jego perspektywy to czas obserwacji, oszczędności energii i drobnych przyjemności, które w innych porach roku giną w nadmiarze bodźców. Każdy płatek śniegu, każdy ptak na gałęzi i każdy promień słońca ma swoje miejsce i sens. Parapet uczy cierpliwości, a kot jest najlepszym nauczycielem tej lekcji.
Być może dlatego styczeń widziany z parapetu wydaje się mniej ciężki niż ten przeżywany w biegu. Wystarczy usiąść na chwilę obok kota i spróbować spojrzeć na świat jego oczami. Bez planu, bez pośpiechu i bez potrzeby, by ten miesiąc był czymś więcej, niż jest naprawdę.

Komentarze
Prześlij komentarz