Człowiek wchodzi w styczeń z rozmachem. Jeszcze w grudniu nie miał siły wstać z kanapy po pierogi, a już pierwszego dnia nowego roku obiecuje sobie, że od teraz wszystko będzie inne. Będzie wstawał wcześniej, jadł mniej, ruszał się więcej i w końcu ogarnie życie. Kot patrzy na to wszystko z kanapy albo z parapetu i nie bardzo rozumie, po co komu taki wysiłek.
Kot zna styczeń od zawsze. Dla niego to nie czas rewolucji, tylko naturalnego spowolnienia. Zima przyszła, świat za oknem zamarł, więc ciało robi dokładnie to, co powinno robić. Śpi więcej, porusza się oszczędnie, a energię wydaje tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Człowiek tymczasem próbuje działać wbrew porze roku, jakby styczeń był idealnym momentem na maratony, diety i planowanie nowego ja.
Najbardziej niezrozumiałe są dla kota noworoczne postanowienia dotyczące jedzenia. Człowiek nagle przestaje jeść to, co lubi, liczy kalorie i z wyrzutami sumienia patrzy na talerz. Kot nigdy by na to nie wpadł. Je wtedy, gdy jest głodny, kończy wtedy, gdy syty i nie ma potrzeby karać się za wczorajszą miskę. W jego świecie jedzenie nie jest moralnym sprawdzianem charakteru, tylko prostą odpowiedzią na potrzebę organizmu.
Równie dziwne są styczniowe plany aktywności. Człowiek zapisuje się na siłownię, ustawia budzik godzinę wcześniej i próbuje wmówić sobie, że poranny mróz sprzyja bieganiu. Kot uważa, że jeśli na zewnątrz jest zimno, to najlepszym ruchem jest zmiana pozycji snu na cieplejszą. I trudno mu się dziwić. On doskonale wie, że energia to zasób, a nie coś, co należy bez sensu trwonić w środku zimy.
Kot obserwuje te wszystkie postanowienia z cichą wyrozumiałością. Wie, że większość z nich przetrwa najwyżej kilka tygodni, a potem człowiek wróci do dawnego rytmu, tylko bardziej zmęczony. Kot nie ma postanowień, bo nie musi niczego sobie udowadniać. Nie potrzebuje nowego roku, żeby być sobą. Każdy dzień jest dla niego taki sam i właśnie dlatego jest w tym spokój.
Może więc problem nie leży w tym, że człowiek nie dotrzymuje noworocznych obietnic. Może problemem jest to, że próbuje żyć w styczniu tak, jakby był maj. Kot w swoim zdrowym rozsądku już dawno zrozumiał, że zimą nie chodzi o to, by się poprawiać, tylko by przetrwać ją miękko, ciepło i bez zbędnych ambicji. I może właśnie tego warto się od niego nauczyć.

Komentarze
Prześlij komentarz