Przejdź do głównej zawartości

Kot zimą, czyli mistrz oszczędzania energii

 Zimą kot staje się uosobieniem rozsądku, którego człowiek uparcie nie chce w sobie zauważyć. Gdy dni są krótkie, a świat za oknem wydaje się wyciszony i ciężki, kot instynktownie przełącza się w tryb oszczędzania energii, nie traktując tego jako słabości, lecz jako naturalną odpowiedź organizmu na porę roku. Nie walczy z sennością, nie zmusza się do aktywności na pokaz i nie ma poczucia winy z powodu kolejnej drzemki w środku dnia.


 Każdy jego ruch jest przemyślany i pozbawiony zbędnego wysiłku. Kot nie wstaje bez powodu, nie przemieszcza się tylko po to, by udowodnić, że potrafi, i nie marnuje energii na czynności, które nie przynoszą mu realnej korzyści. Jeśli trzeba podejść do miski, robi to spokojnie i bez pośpiechu. Jeśli można jeszcze chwilę poleżeć w ciepłym miejscu, wybór jest oczywisty. W tym zachowaniu nie ma lenistwa, jest czysta biologia i doświadczenie zapisane w instynkcie.


 Człowiek zimą często postępuje odwrotnie. Próbuje funkcjonować tak samo intensywnie jak latem, mimo że jego ciało wysyła zupełnie inne sygnały. Kot nie ignoruje tych znaków. Gdy słońca jest mało, a temperatura spada, on wie, że najcenniejszym zasobem staje się energia, którą należy gromadzić, a nie bezsensownie wydatkować. Dlatego śpi więcej, dłużej się przeciąga i wybiera miejsca, w których ciepło utrzymuje się najdłużej.



 Zimowy kot doskonale rozumie również wartość komfortu. Ciepły koc, kaloryfer, promień słońca wpadający przez okno to nie są drobne przyjemności, lecz strategiczne punkty dnia. Kot potrafi spędzić długie minuty na idealnym ułożeniu się tak, by straty ciepła były jak najmniejsze. Człowiek patrzy na to z rozbawieniem, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie w tej pozornej bezczynności kryje się mądrość przetrwania.


 Kot nie planuje zimy, nie tworzy harmonogramów regeneracji ani list postanowień. On po prostu podąża za rytmem natury, który w styczniu i lutym wyraźnie zwalnia. Gdy nadejdzie wiosna, energia wróci sama, bez wysiłku i bez poczucia, że coś zostało stracone. Kot wie, że nie da się przyspieszyć tego procesu, a każda próba oszukania własnego organizmu kończy się wyczerpaniem.


 Może dlatego patrzenie na kota zimą działa uspokajająco. Przypomina, że odpoczynek nie jest nagrodą za ciężką pracę, ale podstawową potrzebą, której nie trzeba uzasadniać. Kot, mistrz oszczędzania energii, nie uczy wielkich życiowych filozofii. Pokazuje tylko, że czasem najlepszym wyborem jest po prostu zostać na miejscu, zwinąć się w kłębek i pozwolić zimie robić swoje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...