Wielkanocna symbolika jest zdominowana przez długouche zające, ale każdy, kto dzieli dom z mruczkiem, wie doskonale, że prawdziwa konkurencja dla wielkanocnego uszaka drzemie na kanapie. Felieton pod prowokacyjnym tytułem „Zając czy kot?” to nie tylko rozważania nad estetyką, ale przede wszystkim nad charakterem naszych pupili, którzy w okresie wiosennym przechodzą zdumiewającą metamorfozę.
Kiedy patrzymy na czarnego kota, który z niesamowitą sprężystością wybija się z podłogi, by wylądować na najwyższym regale, trudno nie dostrzec w tym ruchu niemal zajęczej lekkości. Kocia fizjonomia, z uszami nastawionymi na każdy szelest wielkanocnego papieru do prezentów, sprawia, że w ten świąteczny czas granica między gatunkami nieco się zaciera.
Prawdziwa różnica objawia się jednak w podejściu do tradycji, a konkretnie do tej najbardziej mokrej części świąt. O ile zając na wiosennej łące zdaje się nie zważać na poranną rosę, o tyle czarny kot w lany poniedziałek zajmuje stanowisko jednoznaczne i radykalne: woda to zło wcielone w czystej postaci. Śmigus-dyngus to w kocim kalendarzu dzień najwyższego stopnia gotowości obronnej.
Podczas gdy dziecięca radość przelewa się w litrach wody, kot z godnością (i lekkim obrzydzeniem) ewakuuje się w najbardziej suche i niedostępne rejony mieszkania. To właśnie w lany poniedziałek ostatecznie rozstrzyga się spór o to, kto rządzi w domu – mruczek swoim wymownym spojrzeniem potrafi skutecznie wybić z głowy pomysł na jakiekolwiek żarty z użyciem spryskiwacza w jego pobliżu.
Mimo tego wodnego dystansu, to właśnie kot, a nie zając, pozostaje prawdziwym królem wiosennego nastroju w naszych wnętrzach. Jego skoki są bardziej widowiskowe, uszy bardziej ekspresyjne, a czarne futro lśni w marcowym słońcu piękniej niż jakakolwiek świąteczna ozdoba. Wielkanoc z kotem uczy nas, że można celebrować wiosnę z wielką energią, zachowując przy tym arystokratyczną niechęć do bycia przemoczonym.
Wybierając między zającem a kotem, zawsze postawimy na tego drugiego – nawet jeśli jego jedynym wkładem w lany poniedziałek jest głośne mruknięcie z bezpiecznej odległości, przypominające nam, że w tym domu zasady dyktuje ten, kto ma pazury i nie boi się ich użyć w obronie swojej suchej sierści.
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz