Przejdź do głównej zawartości

Wiosenny instynkt łowcy (na balkonie)

 Wiosenne przebudzenie natury to dla nas, ludzi, czas radości z pierwszych ciepłych promieni słońca, ale dla czarnego kota to moment, w którym w jego żyłach zaczyna płynąć czysta, pierwotna adrenalina. Gdy tylko otwieramy szerzej okno lub pozwalamy mruczkowi wyjść na balkon, domowy pieszczoch w ułamku sekundy przeobraża się w skupionego, drapieżnego łowcę, dla którego świat zewnętrzny staje się jedną wielką, fascynującą sceną teatru łowieckiego. 


 To zjawisko, które roboczo nazywamy balkonowym safari, jest fascynującym pokazem instynktów, które przetrwały w domowych kotach mimo tysięcy lat ewolucji na kanapach. Czarny kot, zastygły w bezruchu na tle barierki, przypomina wtedy miniaturową panterę czatującą w dżungli, a jedynym zdradzieckim sygnałem jego emocji jest nerwowe drganie samej końcówki ogona oraz to charakterystyczne, rytmiczne szczękanie zębami na widok przelatującej jaskółki czy oszołomionej słońcem muchy.



 Ten wiosenny instynkt łowcy na balkonie to jednak nie tylko urocza zabawa w obserwację ptasiej telewizji, ale przede wszystkim wielka odpowiedzialność dla nas, opiekunów. Wiosenne powietrze niesie ze sobą zapachy, których my nie czujemy, a które dla kota są wezwaniem do akcji. W pogoni za wirującym nasionkiem brzozy lub przypadkowym owadem, nawet najbardziej stateczny czarny kocur może stracić poczucie równowagi i zapomnieć o prawach fizyki. 


 Dlatego ten felietonowy obrazek wiosennej sielanki musi mieć swój fundament w bezpieczeństwie – solidna, dobrze zamontowana siatka to jedyny sposób, by nasz łowca mógł realizować swoje pasje bez ryzyka tragedii. To wyraz najwyższej formy miłości, pozwalający kotu chłonąć wiosnę wszystkimi zmysłami, czuć wiatr w wibrysach i słońce na czarnym futrze, przy jednoczesnym zachowaniu bezpiecznego dystansu od przepaści, która dzieli balkon od twardego chodnika.



 Obserwowanie tego balkonowego safari uczy nas też pokory wobec natury, która w marcu i kwietniu budzi się do życia z taką siłą. Kot potrafi godzinami śledzić ruch jednej małej mrówki wędrującej po doniczce lub wypatrywać ptaków na odległych drzewach z taką intensywnością, jakby od tego zależało przetrwanie gatunku. To dla niego czas wielkiej stymulacji umysłowej, swoisty detoks od zimowej nudy i zamknięcia w czterech ścianach. 


 Dla czarnego kota balkon staje się oknem na wszechświat, miejscem, gdzie może być najbardziej sobą – drapieżnikiem pełnym gracji, lśniącym w słońcu niczym drogocenny kruszec. Warto celebrować te chwile, dbając o to, by kocie safari było tylko radosną obserwacją, a nasz mały drapieżnik mógł bezpiecznie wrócić z „łowów” prosto do miski z ulubioną karmą, pozostawiając prawdziwe polowania sokołom i jaskółkom latającym wysoko nad naszymi głowami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...