Wielkanocny poranek w domu z czarnym kotem ma w sobie coś z filmu sensacyjnego, w którym główną rolę grają nieuchwytny złodziej i drogocenne, kolorowe klejnoty. Kiedy my, dumni ze swoich artystycznych dokonań, układamy misternie zdobione pisanki w dekoracyjnej misie na środku stołu, nasz mruczek nie widzi w nich symbolu odradzającego się życia ani kunsztu ludowych zdobień.
Dla niego każda pisanka to po prostu idealnie wyważony, aerodynamiczny pocisk, który tylko czeka, by nadać mu odpowiednią prędkość za pomocą jednego, celnego uderzenia łapą. W kocim świecie Wielkanoc to bowiem nie czas na biesiadowanie, ale wielkie, ogólnodomowe mistrzostwa w turlaniu jajek pod najmniej dostępne meble.
Pisanki pod specjalnym nadzorem stają się koniecznością, gdy tylko zdamy sobie sprawę, że dźwięk jajka uderzającego o parkiet to dla kota najpiękniejszy sygnał do startu. Czarny kot, zastygły w pozornym bezruchu na brzegu krzesła, analizuje trajektorię lotu błękitnej kraszanki z precyzją godną inżyniera z NASA. Wystarczy chwila naszej nieuwagi, dźwięk ekspresu do kawy lub dzwonek do drzwi, by doszło do spektakularnego przejęcia. Zanim zdążymy zareagować, nasza ulubiona pisanka, nad którą spędziliśmy pół wieczoru, znika w czarnej dziurze pod szafą lub za lodówką, gdzie dołącza do bogatej kolekcji zaginionych piłeczek, myszek i zatyczek od pióra.
Humorystyczny aspekt tej sytuacji blednie jedynie w momencie, gdy zdamy sobie sprawę, że kocie zamiłowanie do turlania nie wybiera między jajkiem plastikowym, styropianowym a tym ugotowanym na twardo. O ile te pierwsze po prostu przepadają w czeluściach pod meblami, o tyle to ostatnie może stać się powodem wielkanocnego śledztwa, gdy po kilku dniach zza komody zacznie dobiegać nas dziwny aromat, sugerujący, że świąteczne śniadanie postanowiło o sobie przypomnieć w najmniej oczekiwany sposób. Dlatego właśnie wielkanocny nadzór nad pisankami powinien być wielostopniowy: od strategicznego ustawiania misy poza zasięgiem kociego skoku, po profilaktyczne rzucenie kotu kilku gumowych piłeczek, które mają odciągnąć jego uwagę od kruchych dzieł sztuki.
Ostatecznie jednak, patrząc na czarnego kota, który z miną triumfatora paraduje przed szafą, pod którą właśnie spoczęła nasza najpiękniejsza pisanka, trudno się nie uśmiechnąć. Te kocie niespodzianki, te nagłe pogonie za uciekającym jajkiem i radość z upolowania kolorowego przedmiotu, to integralna część świątecznego zamieszania. W końcu Wielkanoc to radość, a czy jest coś bardziej radosnego niż widok czarnego puszystego ogona znikającego w pogoni za fioletową pisanką? Warto więc przygotować kilka „zapasowych” jajek, przeznaczonych wyłącznie do turlania, by nasz domowy drapieżnik też miał swoje małe, wielkanocne igrzyska, które zakończą się szczęśliwym mruczeniem, a nie naszym desperackim poszukiwaniem latarki i kija od szczotki.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz