Przejdź do głównej zawartości

Marcowanie, czyli kocia symfonia pod oknem

 Zanim z drzew wystrzelą pierwsze pąki i zanim oficjalnie ogłosimy zwycięstwo nad zimą, natura wysyła nam sygnał, którego nie da się przeoczyć. Nie jest to subtelny świergot skowronka. To raczej skrzyżowanie operowego tenora z silnikiem traktora, który utknął w błocie. Panie i Panowie, zaczęło się: sezon na marcowanie uważam za otwarty.


 Dla niewtajemniczonych – marcowanie to czas, w którym kocia populacja postanawia udowodnić, że drzemie w niej niespożyta energia wokalna. To moment, gdy nasz domowy, elegancki czarny mruczek nagle zastyga przy szybie, wpatrzony w mrok z taką intensywnością, jakby za oknem lądowało UFO. A tam? Tam po prostu toczy się życie w swojej najbardziej pierwotnej, głośnej formie.



Miłość w rytmie heavy metalu

 Kocie serenady rzadko przypominają romantyczne ballady. To raczej surowy, garażowy punk. Kocur, który przez całą zimę statecznie okupował kaloryfer, teraz przypomina sobie o swoim rodowodzie. Pręży grzbiet, obniża ton i zaczyna koncert, który ma dwa cele:


✨Przekonać okoliczne kotki, że jest najprzystojniejszym dżentelmenem w promieniu trzech przecznic.


✨Uświadomić sąsiadom, że sen jest przereklamowany.


Syndrom „okiennego widza”

 Nasze koty niewychodzące biorą w tym udział w sposób bierny, ale niemniej emocjonalny. Jeśli Twój kot nagle zaczął wydawać z siebie dziwne „trykanie” (to specyficzne ek-ek-ek na widok ptaka lub innego kota), gratulacje – masz w domu kibica najwyższej klasy. Wiosna to dla nich jak finał Ligi Mistrzów oglądany przez szybę. Każdy ruch ogona, każde nastroszone futro u rywala za oknem to powód do wielkich analiz przeprowadzanych z wysokości parapetu.


Czarny kot w świetle księżyca

 Jest coś magicznego w widoku czarnej sylwetki na tle marcowego księżyca. Wygląda to dumnie, niemal mitycznie… dopóki mityczna postać nie postanowi zrzucić doniczki z pelargonią w przypływie miłosnej ekscytacji. Bo wiosna to nie tylko zapach ziemi, to przede wszystkim chaos. Uroczy, futrzasty chaos, który przypomina nam, że natura jest silniejsza niż nasze plany o spokojnym wieczorze.


 Mała rada dla właścicieli: Jeśli Twój kot nagle stał się bardziej „rozmowny”, nie martw się – to po prostu wiosenny zew. Czasem wystarczy dodatkowa porcja zabawy wędką, by rozładować te marcowe emocje i przywrócić w domu względną ciszę.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...