Przejdź do głównej zawartości

Detoks na czterech łapach

 Wiosenne przesilenie kojarzy nam się zazwyczaj z wielkimi porządkami, myciem okien i nagłą potrzebą zmiany diety na lżejszą, ale u boku czarnego kota to zjawisko nabiera zupełnie innego wymiaru. Podczas gdy my wyciągamy z szaf lżejsze płaszcze, nasz mruczek przechodzi najbardziej spektakularną metamorfozę sezonu, czyli wielkie zrzucanie zimowego garnituru. 


 Nagle okazuje się, że grawitacja działa na kocie futro w sposób szczególny – czarne kłaczki odnajdujemy w porannej kawie, na świeżo wypranej pościeli i na każdym jasnym elemencie garderoby, który nieopatrznie zostawiliśmy na wierzchu. To swoisty detoks od nadmiaru izolacji, którą natura zafundowała kotu na mrozy, a która teraz staje się zbędnym balastem.



 Wiosenny detoks to jednak nie tylko kwestia estetyki i wszechobecnego wałkowania ubrań rolką z klejem. To także moment, w którym budzi się w kocie wewnętrzny zielarz. Każdy, kto widział swojego pupila z pasją godną smakosza skubiącego pierwsze źdźbła specjalnie zasianej owsa czy pszenicy, wie, o czym mowa. Koty instynktownie czują, że po miesiącach spędzonych w suchym, ogrzewanym powietrzu, ich organizm potrzebuje czegoś świeżego i soczystego. Ta kocia fascynacja zielenią to lekcja uważności dla nas wszystkich – przypomnienie, że wystarczy odrobina słońca i coś zielonego na parapecie, by poczuć przypływ nowej energii.


 Obserwując czarnego kota wyciągającego się w pierwszej plamie marcowego słońca, można odnieść wrażenie, że on doskonale wie, jak przeprowadzić regenerację bez czytania poradników. Robi to z godnością, celebrując każdą minutę drzemki w cieple i każdą chwilę toalety, która w tym okresie staje się niemal rytuałem oczyszczenia. Ten czworonożny detoks uczy nas, że wiosna nie musi być pasmem męczących obowiązków. Może być po prostu powolnym pozbywaniem się tego, co zbędne, i wystawianiem nosa do światła, by z nową lekkością wejść w cieplejsze dni.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 powodów, dla których czarne koty są najlepsze (wersja posiadacza czarnego kota)😉

 Są tacy, którzy twierdzą, że czarne koty przynoszą pecha. Ale są też tacy – jak ja – którzy wiedzą, że to kompletna bzdura. Bo jeśli już coś czarny kot przynosi, to co najwyżej kapcie na środek pokoju, pół myszy na wycieraczkę i ogrom czułości zawiniętej w aksamitne futro. A oto 10 całkiem poważnych (i nieco mniej poważnych) powodów, dla których czarne koty są najlepszymi współlokatorami, terapeutami i domownikami, jakich można sobie wyobrazić. 1. Są eleganckie z natury Nie trzeba im zakładać obróżek z diamencikami. Czarne koty wyglądają jak stworzone do czerwonego dywanu. Mają w sobie coś z małego pantery – dostojność, grację i tę zdolność wchodzenia do pokoju tak, że wszyscy milkną. Nawet jeśli to tylko kuchnia i kot wchodzi po pasztet. 2. Nie widać na nich brudu (tak bardzo) Kto miał kiedyś białego kota ten wie – po pięciu minutach na podwórku wygląda jak chodzący kurz. Czarne koty? Nawet jeśli właśnie wróciły z polowania w krzakach, wyglądają jakby wyszły prosto z salonu SPA. ...

Kiedy kot odchodzi. O ciszy, która zostaje

 Nie ma na to gotowości. Nawet jeśli serce wie, że nadchodzi czas pożegnania, nigdy nie jest w stanie się naprawdę przygotować.  Bo jak przygotować się na ciszę po mruczeniu, na puste miejsce na fotelu, na brak łapek stukających o podłogę?  Śmierć zwierzaka, choć często bagatelizowana przez tych, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela, jest prawdziwą stratą. Taką, która boli głęboko, cicho i długo.  Kot odchodzi zawsze po swojemu. Cicho, bez dramatów, jakby chciał powiedzieć: „Nie płacz, ja tylko idę tam, gdzie już nie boli”.  I choć w pierwszej chwili dom wydaje się dziwnie obcy, po jakimś czasie zaczynamy zauważać, że jego obecność została, ale już w inny sposób.  W świetle poranka, które wpada przez to samo okno, przy którym lubił siedzieć.  W kocu, na którym jeszcze długo zostają czarne włoski.  W odruchu, gdy odruchowo nalewasz wody do miseczki, która już stoi pusta.  Zwierzęta uczą nas życia, cierpliwości, czułości, codziennych d...

Dzień Czarnego Kota. Święto, które przywraca sprawiedliwość

 Każdego roku, 17 listopada, czarne koty stają się bohaterami dnia. Choć przez wieki były postrzegane jako zwiastuny nieszczęścia, dziś coraz częściej widzimy w nich to, czym naprawdę są, czyli pięknymi, inteligentnymi i pełnymi uroku zwierzętami. Święto to nie jest jednak tylko okazją do publikowania zdjęć w mediach społecznościowych. To dzień, który ma głębszy sens: przywrócić dobre imię czarnym kotom i zwrócić uwagę na ich los. Jak narodził się Dzień Czarnego Kota  Pomysł święta narodził się we Włoszech w 2007 roku z inicjatywy organizacji AIDAA (Associazione Italiana Difesa Animali ed Ambiente). Włosi zauważyli niepokojące zjawisko: czarne koty były w ich kraju częściej porzucane, maltretowane, a nawet zabijane niż koty w innych kolorach. Powód? Przesądy sięgające średniowiecza. Czarny kot miał rzekomo przynosić pecha, a jego pojawienie się na drodze było zapowiedzią nieszczęścia.  Z czasem pomysł rozprzestrzenił się na inne kraje Europy, w tym Polskę. W naszym kraju ...