Styczeń bardzo szybko dorobił się złej reputacji. Mówi się o nim jako o miesiącu ciężkim, przygnębiającym i pozbawionym energii, jakby sam fakt, że dni są krótkie, a świat mniej kolorowy, musiał oznaczać coś niepokojącego. Tymczasem kot patrzy na styczeń z zupełnie innej perspektywy i nie widzi w nim ani depresji, ani kryzysu. Widzi naturalny moment wyciszenia, który nie wymaga komentarza ani naprawiania.
Dla kota styczeń jest logiczną konsekwencją zimy. Skoro świat na zewnątrz zwolnił, skoro ptaki pojawiają się rzadziej, a słońce zagląda do mieszkania tylko na krótką chwilę, to organizm robi dokładnie to, co powinien. Kot śpi dłużej, porusza się oszczędniej i wybiera miejsca, w których może bezpiecznie zgromadzić ciepło. Nie ma w tym smutku, jest biologiczna mądrość i umiejętność dostosowania się do warunków.
Człowiek często interpretuje styczniowe zmęczenie jako coś, z czym trzeba walczyć. Pojawia się presja, by natychmiast wrócić do pełnych obrotów, nadrobić energię i udowodnić sobie, że brak słońca nie ma żadnego znaczenia. Kot nie zna tej presji. Gdy jego ciało domaga się odpoczynku, on po prostu mu go daje, nie zastanawiając się, czy to społecznie akceptowalne i czy wypada spać kolejny raz w ciągu dnia.
Tryb kociej regeneracji polega na uważności wobec własnych potrzeb. Kot nie śpi dlatego, że mu się nudzi, ale dlatego, że jego organizm wykorzystuje ten czas na odbudowę sił. Każda drzemka ma sens, każdy moment bezruchu jest elementem większego procesu, który przygotowuje go na bardziej aktywne miesiące. Regeneracja nie jest przerwą w życiu, lecz jego nieodłączną częścią.
Z tej perspektywy styczeń przestaje być miesiącem do przetrwania, a zaczyna być czasem, który ma swoje konkretne zadanie. Kot nie próbuje być w styczniu kimś innym, bardziej produktywnym czy bardziej zmotywowanym. Pozwala sobie być dokładnie taki, jaki w danym momencie powinien być. W tym spokoju nie ma rezygnacji, jest zaufanie do naturalnego rytmu.
Być może to właśnie tu pojawia się największa różnica między kotem a człowiekiem. Człowiek często myli regenerację z bezczynnością, a spowolnienie z porażką. Kot pokazuje, że wycofanie się na chwilę nie oznacza cofania się, lecz gromadzenie sił. Styczeń w jego wydaniu nie jest ciemnym dołem roku, lecz miękkim przejściem, w którym można odetchnąć bez poczucia winy.
Gdyby spojrzeć na ten miesiąc oczami kota, łatwiej byłoby zaakceptować fakt, że nie wszystko musi dziać się szybko i intensywnie. Styczeń nie musi być depresją, jeśli pozwoli się mu być tym, czym jest naprawdę. Czasem ciszy, regeneracji i spokojnego bycia tu i teraz, dokładnie tak, jak robią to koty od zawsze.

Komentarze
Prześlij komentarz