Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

Czarny kot – ten, którego nie wolno było lubić (ale wszyscy i tak lubili)

 Przez ostatnie sto lat czarny kot był w Polsce kimś w rodzaju narodowego kozła ofiarnego na cztery łapy. Jak ktoś rozbił talerz, zgubił klucze albo facet nie zadzwonił – winny był automatycznie ten czarny, co akurat przechodził ulicę. Nieważne, że szedł w drugą stronę i w ogóle miał gdzieś twoje życie miłosne.  Najśmieszniejsze, że ta cała anty-czarnokocia propaganda była tak skuteczna, że ludzie zaczęli bać się kota… który po prostu jest czarny. Nie agresywny. Nie zaczarowany. Po prostu melanina poszalała mu w sierści i tyle. A mimo to babcie na ławkach robiły trzy razy „tfu tfu tfu” przez lewe ramię, a dzieciaki rzucały petardami, żeby „odpędzić pecha”. No proszę państwa – mamy kota, który teoretycznie przynosi nieszczęście, a w praktyce sam jest największą ofiarą statystyczną pecha w całym kraju. I wiesz co jest najpiękniejsze w tej historii? Że mimo wszystko czarny kot wygrał.  Nie przez urok osobisty (choć ma go w cholerę), nie przez PR, nie przez kampanię „Adoptuj ...

Dlaczego w styczniu kot śpi na klawiaturze częściej niż zwykle?

 W styczniu klawiatura przestaje być tylko narzędziem pracy, a zaczyna pełnić zupełnie inną, znacznie ważniejszą funkcję. Z perspektywy kota to jedno z najlepszych miejsc w całym domu, a fakt, że człowiek akurat próbuje pisać, jest jedynie drobnym szczegółem, który nie powinien zakłócać naturalnego porządku rzeczy. Kot pojawia się tam nie złośliwie i nie przypadkiem. Styczeń po prostu sprzyja takim wyborom.  Zimą ciepło staje się walutą, a klawiatura jest jego idealnym nośnikiem. Jest lekko nagrzana, znajduje się blisko dłoni człowieka i zwykle stoi w miejscu, gdzie skupia się domowe życie. Kot doskonale wyczuwa, że to punkt strategiczny, w którym temperatura, zapach i obecność opiekuna łączą się w jedną spójną całość. Leżenie obok byłoby rozsądne, ale leżenie dokładnie na klawiaturze jest już rozwiązaniem optymalnym.  Jest w tym również potrzeba bliskości, która w styczniu wyraźnie się nasila. Gdy dni są krótkie, a świat za oknem wydaje się bardziej odległy, kot naturaln...

Kot i ptaki zimą. Serial w jednym oknie

 Zimą okno zamienia się w ekran, a parapet w najlepsze miejsce widowni. Kot zajmuje je punktualnie, często o tej samej porze dnia, jakby wiedział, że zaraz rozpocznie się kolejny odcinek ulubionego serialu. Nie potrzebuje pilota ani zapowiedzi, bo wszystko dzieje się samo, wystarczy tylko cierpliwie patrzeć. Świat za szybą zimą jest oszczędny w formie, ale dzięki temu każdy ruch nabiera znaczenia.  Ptaki pojawiają się nagle, bez ostrzeżenia, jak bohaterowie wchodzący do dobrze znanej scenografii. Wróble przylatują grupami, sikorki są szybkie i nerwowe, a większe ptaki zachowują dystans i pewną ostrożność. Kot zna ich zwyczaje lepiej, niż mógłby przypuszczać człowiek. Wie, kto jest stałym bywalcem, a kto tylko epizodem. Każdy gatunek ma swoją rolę i charakter, a kot obserwuje to z koncentracją godną najlepszego krytyka filmowego.  Ten zimowy serial nie potrzebuje dialogów. Wystarczą drobne gesty, trzepot skrzydeł, krótkie sprzeczki przy karmniku i nagłe zniknięcia, gdy coś...

Styczeń to nie depresja, to tryb kociej regeneracji

 Styczeń bardzo szybko dorobił się złej reputacji. Mówi się o nim jako o miesiącu ciężkim, przygnębiającym i pozbawionym energii, jakby sam fakt, że dni są krótkie, a świat mniej kolorowy, musiał oznaczać coś niepokojącego. Tymczasem kot patrzy na styczeń z zupełnie innej perspektywy i nie widzi w nim ani depresji, ani kryzysu. Widzi naturalny moment wyciszenia, który nie wymaga komentarza ani naprawiania.  Dla kota styczeń jest logiczną konsekwencją zimy. Skoro świat na zewnątrz zwolnił, skoro ptaki pojawiają się rzadziej, a słońce zagląda do mieszkania tylko na krótką chwilę, to organizm robi dokładnie to, co powinien. Kot śpi dłużej, porusza się oszczędniej i wybiera miejsca, w których może bezpiecznie zgromadzić ciepło. Nie ma w tym smutku, jest biologiczna mądrość i umiejętność dostosowania się do warunków.  Człowiek często interpretuje styczniowe zmęczenie jako coś, z czym trzeba walczyć. Pojawia się presja, by natychmiast wrócić do pełnych obrotów, nadrobić energię...

Dlaczego koty kochają styczeń bardziej niż my

 Styczeń jest miesiącem, który ludzie traktują z podejrzliwością, jakby był niechcianym gościem zaproszonym tylko dlatego, że wypada po sylwestrze. Dla kota nie ma w nim jednak nic niepokojącego. Wręcz przeciwnie. To jeden z tych momentów w roku, w których świat w końcu zaczyna funkcjonować w tempie, jakie kot uważa za właściwe. Po grudniowym hałasie, nadmiarze bodźców i nieustannym ruchu dom wreszcie cichnie, a rytm dnia staje się przewidywalny i spokojny.  Koty kochają styczeń przede wszystkim za ciepło, które koncentruje się w kilku idealnych punktach mieszkania. Kaloryfery działają pełną parą, koce i swetry pojawiają się na kanapach, a człowiek częściej zostaje w domu, tworząc naturalne źródło dodatkowego komfortu. Kot nie widzi w tym miesiącu braku słońca ani krótkich dni. Widzi za to stabilność, ciszę i warunki sprzyjające długim, niespiesznym drzemkom.  Podczas gdy człowiek zmaga się z poczuciem, że powinien robić więcej, lepiej i intensywniej, kot odbiera styczeń ...

Kot zimą, czyli mistrz oszczędzania energii

 Zimą kot staje się uosobieniem rozsądku, którego człowiek uparcie nie chce w sobie zauważyć. Gdy dni są krótkie, a świat za oknem wydaje się wyciszony i ciężki, kot instynktownie przełącza się w tryb oszczędzania energii, nie traktując tego jako słabości, lecz jako naturalną odpowiedź organizmu na porę roku. Nie walczy z sennością, nie zmusza się do aktywności na pokaz i nie ma poczucia winy z powodu kolejnej drzemki w środku dnia.  Każdy jego ruch jest przemyślany i pozbawiony zbędnego wysiłku. Kot nie wstaje bez powodu, nie przemieszcza się tylko po to, by udowodnić, że potrafi, i nie marnuje energii na czynności, które nie przynoszą mu realnej korzyści. Jeśli trzeba podejść do miski, robi to spokojnie i bez pośpiechu. Jeśli można jeszcze chwilę poleżeć w ciepłym miejscu, wybór jest oczywisty. W tym zachowaniu nie ma lenistwa, jest czysta biologia i doświadczenie zapisane w instynkcie.  Człowiek zimą często postępuje odwrotnie. Próbuje funkcjonować tak samo intensywnie...

Styczeń widziany z parapetu

 Parapet w styczniu jest miejscem szczególnym. To granica między ciepłym, znajomym światem domu a chłodną, przytłumioną ciszą na zewnątrz. Kot siedzi tu długo, często bez ruchu, jakby prowadził własne obserwacje świata, który na kilka tygodni zwolnił i przygasł. Z tej perspektywy styczeń nie jest ani smutny, ani ponury. Jest po prostu spokojny, zawieszony w półśnie, jakby cały świat postanowił wziąć głęboki oddech po grudniowym chaosie.  Za szybą wszystko wygląda inaczej niż latem. Drzewa stoją nagie i nieruchome, ptaki pojawiają się tylko na chwilę, a ludzie poruszają się szybciej, jakby chcieli jak najszybciej dotrzeć do kolejnego ciepłego miejsca. Kot śledzi te ruchy z uwagą, ale bez emocji. Nie ma w nim pośpiechu ani potrzeby oceniania. Każdy przechodzień jest tylko fragmentem większego obrazu, który zmienia się powoli, niemal niezauważalnie.  Styczeń widziany z parapetu to także gra światła, krótkiego i bladego, wpadającego do mieszkania pod niskim kątem. Promienie s...

Noworoczne postanowienia człowieka vs. zdrowy rozsądek kota

 Człowiek wchodzi w styczeń z rozmachem. Jeszcze w grudniu nie miał siły wstać z kanapy po pierogi, a już pierwszego dnia nowego roku obiecuje sobie, że od teraz wszystko będzie inne. Będzie wstawał wcześniej, jadł mniej, ruszał się więcej i w końcu ogarnie życie. Kot patrzy na to wszystko z kanapy albo z parapetu i nie bardzo rozumie, po co komu taki wysiłek.  Kot zna styczeń od zawsze. Dla niego to nie czas rewolucji, tylko naturalnego spowolnienia. Zima przyszła, świat za oknem zamarł, więc ciało robi dokładnie to, co powinno robić. Śpi więcej, porusza się oszczędnie, a energię wydaje tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Człowiek tymczasem próbuje działać wbrew porze roku, jakby styczeń był idealnym momentem na maratony, diety i planowanie nowego ja.  Najbardziej niezrozumiałe są dla kota noworoczne postanowienia dotyczące jedzenia. Człowiek nagle przestaje jeść to, co lubi, liczy kalorie i z wyrzutami sumienia patrzy na talerz. Kot nigdy by na to nie wpadł. ...

Mój Nowy Rok (z kociego punktu widzenia)

 Nowy Rok. Cisza. Lodówka zamknięta, choinka jeszcze stoi, a ludzie siedzą przy stole i mówią o rzeczach, które na pewno zrobią. Słyszę to co roku. Zawsze z tym samym napięciem w głosie, jakby właśnie odkryli, że ich życie zaczyna się dopiero pierwszego stycznia. Ja w tym czasie siedzę na parapecie i patrzę, czy ktoś przypadkiem nie zapomniał zasunąć firanki. To jest mój pierwszy noworoczny obowiązek.  Ludzie nazywają to postanowieniami. Ja nazywam to sezonową iluzją kontroli. Wypowiadają te słowa z powagą godną polowania na laserowy punkcik, a potem zapisują je w kalendarzu, który już za dwa tygodnie będzie służył głównie do notowania wizyt u dentysty. Mówią: od jutra będę lepszy, zdrowszy, bardziej zdyscyplinowany. Ja mówię: od jutra będę spał w innym miejscu, żeby przypomnieć wam, że świat nie kręci się wokół waszych planów.  Najbardziej rozczula mnie to ich „od nowego roku będę mniej na telefonie”. Wypowiedziane tuż po sprawdzeniu powiadomień, prognozy pogody, horosko...